Strona główna Mapa stronyWydaj u nas Zaloguj się do księgarni Twój koszyk: 0



Literatura faktu,
seria: z wagą

premiera: marzec 2010
wydanie: I
tytuł oryginału: Apocalittici e integrati.Comunicazioni di massa e teorie della kultura di
gatunek: powieść
przekład: Piotr Salwa
oprawa: twarda
format: 14,2 x 20,2 cm
liczba stron: 536
ilustracje: ilustracje czarno-białe
ISBN 978-83-7414-772-9

Wszyscy mamy kłopot z kulturą masową. Twórcy, ponieważ ją tworzą, konsumenci, ponieważ ją konsumują, ci, którzy nie mają z nią nic wspólnego... choć takich już właściwie nie ma. Jednak w 1964 roku, gdy ukazali się we Włoszech Apokaliptycy i dostosowani, mogło się wydawać, że splendid isolation lub wieża z kości słoniowej pozwolą przetrwać najazd nowych barbarzyńców. Umberto Eco był zdecydowanym przeciwnikiem takiego nastawienia:
Dlatego też trzydziestodwuletni wówczas autor Dzieła otwartego wytyczył nowe ścieżki badań nad kulturą masową, zajmując się m.in. kiczem, językiem komiksu, typami postaci (mit Supermana), gatunkami scence fiction i horrorem, piosenką rozrywkową i telewizją. Wiele z jego hipotez i przewidywań pozostało aktualnych do dziś. Kultura masowa w tym czasie zmieniła się diametralnie, czyżby zatem tak mało zmienili się jej odbiorcy? Na to i wiele innych pytań warto w tej książce poszukać odpowiedzi.


Jeśli mamy działać w ramach i na rzecz świata zbudowanego na miarę człowieka, to miarę tę należy określać nie przez dostosowywanie człowieka do tych rzeczywistych warunków, lecz wychodząc od tych rzeczywistych warunków. Świat komunikacji masowej jest - czy zgadzamy się z tym, czy nie - naszym światem. [...] Od tych uwarunkowań nie może uciec nikt.

(fragment)

Patroni medialni
Fragment

Błąd apokaliptycznych arystokratów polega na przekonaniu, że kultura masowa jest zdecydowanie zła właśnie dlatego, że jest zjawiskiem przemysłowym, i że w dzisiejszych czasach mogłaby pojawić się kultura niepodlegająca uwarunkowaniom przemysłowym.
Jest to niewłaściwe ujęcie problemów, jako że zostają one postawione w taki oto sposób: „Czy to źle, czy dobrze, że istnieje kultura masowa?" (również dlatego, że pod tym pytaniem kryje się reakcyjna niechęć do społecznego awansu mas i zamiar podania w wątpliwość takich wartości, jak postęp technologiczny, powszechne głosowanie, objęcie edukacją szkolną klas niższych i tak dalej).
Problem przedstawia się natomiast w sposób następujący: „Z chwilą, gdy aktualna sytuacja społeczeństwa przemysłowego czyni nieuniknionym typ relacji komunikacyjnej znany jako zespół środków masowego przekazu, jaką działalność kulturalną można rozwinąć, aby doprowadzić do sytuacji, w której owe mass media będą mogły stać się nośnikami wartości kulturalnych?"
Nie jest wcale utopią przeświadczenie, że działania kulturalne mogłyby zmienić oblicze tego rodzaju zjawiska. Zastanówmy się, co rozumiemy dzisiaj pod pojęciem „przemysłu wydawniczego". Produkowanie książek stało się faktem przemysłowym, poddanym wszelkim regułom produkcji i konsumpcji; stąd bierze się wiele negatywnych zjawisk, takich jak produkcja na zamówienie, sztucznie wywoływana konsumpcja, rynek podtrzymywany reklamowym kreowaniem fikcyjnych wartości. Przemysł wydawniczy jednak różni się od przemysłu produkującego pasty do zębów tym, że działają w nim ludzie kultury, dla których (w najlepszych przypadkach) najważniejszym celem nie jest wyprodukowanie książki przeznaczonej do sprzedaży, lecz wytworzenie wartości, dla których upowszechnienia książka wydaje się najwygodniejszym narzędziem. Oznacza to, że zgodnie z procentowym udziałem, jakiego nie umiałbym dokładnie podać, obok „producentów konsumpcyjnych dóbr kultury" działają „producenci kultury" akceptujący system przemysłu książkowego dla osiągania celów, które poza tę sferę wykraczają. Choćby się chciało być największym pesymistą, trzeba dostrzegać fakt, że pojawienie się edycji krytycznych lub popularnych serii wydawniczych świadczy o zwycięstwie wspólnoty kultury nad przemysłową machiną, z którą zawarła ona fortunny kompromis. Chyba że ktoś uważa już samo mnożenie się tanich serii wydawniczych za coś negatywnego, intelektualne marnotrawstwo (to jednak oznacza powrót na pozycje arystokratyczno-reakcyjne, o których mówiliśmy).
Problem kultury masowej polega właśnie na tym: dzisiaj jest ona przedmiotem manipulacji ze strony „grup finansowych" dążących do osiągania zysków, a wytwarzają ją „wyspecjalizowani wykonawcy", dostarczający zamawiającemu to, co uważa on za najłatwiejsze do sprzedania, bez większego udziału ludzi kultury w tej produkcji. Postawa ludzi kultury to właśnie postawa wyrażająca protest i dystans. I nie ma co mówić, że udział tych osób w wytwarzaniu kultury masowej wyczerpałby się w jakimś równie szlachetnym, co niefortunnym geście, natychmiast zduszonym przez niepokonane prawa rynku.
(...) Negowanie możliwości, że suma drobnych faktów wynikających z ludzkiej inicjatywy jest w stanie zmienić naturę systemu, oznacza negowanie w ogóle możliwości rozwiązań rewolucyjnych, pojawiających się jedynie w określonych momentach w wyniku nacisku niezwykle drobnych faktów, których nagromadzenie (nawet czysto ilościowe) prowadzi do eksplozji będącej zmianą jakościową.
Nad nieporozumieniami tego rodzaju ciąży przekonanie, że proponowanie działań zmierzających do wprowadzenia cząstkowych zmian w dziedzinie kultury jest równoznaczne z postawą, którą w polityce określa się jako „reformizm", jako coś przeciwstawiającego się postawie rewolucyjnej. Nie bierze się pod uwagę przede wszystkim tego, że jeśli reformizm oznacza wiarę w skuteczność częściowych zmian z wykluczeniem alternatyw radykalnych i gwałtownych, to żadna postawa rewolucyjna nigdy nie wykluczała takiego szeregu cząstkowych działań, które miałyby na celu stworzenie warunków dla alternatyw radykalnych i które byłyby wprowadzane zgodnie z linią przewodnią, wyznaczaną na podstawie założeń o szerszym zasięgu.
Po drugie, wydaje nam się, że kategoria reformizmu absolutnie nie ma zastosowania do sfery wartości kulturalnych (a zatem, że rozumowania obowiązującego w odniesieniu do zjawisk należących do „bazy" nie można stosować w przypadku pewnych specyficznych zasad określających niektóre zjawiska związane z nadbudową). Na płaszczyźnie bazy społeczno-ekonomicznej cząstkowe zmiany mogą osłabiać niektóre jej sprzeczności i oddalać jej eksplodowanie na dłuższy czas; w takim sensie działania reformistyczne mogą oznaczać przyczynienie się do zachowania status quo. Jednakże na płaszczyźnie obiegu idei nigdy nie dzieje się tak, że jakaś idea - nawet jeśli krąży w odosobnieniu - staje się statycznym punktem odniesienia dla uspokojonych już dążeń - przeciwnie, pobudza ona poszerzanie się granic refleksji. Mówiąc w sposób bardzo jasny: jeżeli w sytuacji napięcia społecznego zostaną podniesione zarobki robotników jakiejś fabryki, to może się okazać, że takie reformistyczne rozwiązanie odwiedzie robotników od okupacji zakładów. Jeżeli jednak dzisiaj nauczę rolniczą wspólnotę analfabetów czytania - po to, aby byli w stanie czytać „moje" manifesty polityczne - nic nie będzie mogło powstrzymać jutro tych ludzi od czytania również manifestów „cudzych".
Na płaszczyźnie wartości kulturalnych nie ma zastygania w reformizmie, pojawiają się jedynie procesy stopniowego uświadamiania, które - skoro raz już zostaną zainicjowane - nie poddają się kontroli tych, którzy je wywołali.
Stąd bierze się konieczność aktywnego działania wspólnot kulturowych w dziedzinie masowej komunikacji. Milczenie nie oznacza protestu, lecz jest współdziałaniem; tym samym jest również odrzucenie kompromisów.


Badania psychologów i socjologów pokazały, jak ogromne siły musimy oswoić pod groźbą zagłady naszej kultury, zaś telewizja wydała nam się czymś w rodzaju energii nuklearnej - i tak jak energii nuklearnej, można jej nadać odpowiedni kierunek tylko poprzez jasne decyzje natury kulturalnej i moralnej. Badania psychologiczne wskazały nam również kierunki przyszłych zainteresowań „językiem" telewizyjnym, jego możliwościami, jego ograniczeniami, obszarem, w jakim może się rozwijać; badania socjologiczno-polityczne pozwoliły nam spojrzeć w szerszej perspektywie na zaangażowanie polemiczne. Jeżeli wnioski, do których, jak nam się wydaje, mogliśmy stopniowo dojść, są z gruntu optymistyczne, to nie należy ich przez to interpretować - jak powiedzieliśmy - jako poddawanie się mistyce laisser faire. Nawet jeżeli zgodzimy się co do tego, że w owym straszliwym i potężnym środku masowej komunikacji skupiają się różne możliwości upowszechniania kultury w najbliższej przyszłości, to nie wolno nam zapominać o emocjonalnej, intuicyjnej, bezrefleksyjnej naturze komunikowania za pomocą obrazów.
Przypomnijmy, że wychowywanie za pośrednictwem obrazów było czymś typowym dla wszelkich społeczeństw absolutystycznych i paternalistycznych - od starożytnego Egiptu po średniowiecze. Obraz jest wizualnym i bezdyskusyjnym streszczeniem wniosków wypracowanych w trakcie refleksji kulturalnej, zaś refleksja kulturalna, która wykorzystuje słowo przekazywane w piśmie, jest apanażem rządzącej elity, podczas gdy końcowy obraz zostaje stworzony dla podporządkowanych mas. W tym sensie rację mają manichejczycy: w komunikowaniu za pomocą obrazów jest jakieś radykalne ograniczenie, coś nieprzezwyciężalnie reakcyjnego. A jednak nie można odrzucić tego bogactwa wrażeń i odkryć, które w ciągu całej historii cywilizacji przyniosły ludziom dyskursy wyrażane za pośrednictwem obrazów.
Mądra polityka kulturalna (a raczej mądra polityka prowadzona przez ludzi kultury, gdyż wszyscy oni są odpowiedzialni za operację TV) będzie polegała na nauczeniu mieszkańców przyszłego świata - być może właśnie za pomocą telewizji - jak pogodzić recepcję obrazów z równie bogatą recepcją informacji „pisanych".
Cywilizacja telewizji jako dopełnienie cywilizacji książki. Być może jest to nawet mniej trudne, niż się wydaje, a na pewno nie byłoby czymś utopijnym zaproponowanie telewizji cyklu programów dydaktycznych nastawionych na „wyzwolenie" jej publiczności od uzależnienia, na nauczenie odbiorców, żeby nie oglądali telewizji więcej, niż jest to konieczne, na pokazanie im, jak samodzielnie rozpoznać moment, kiedy odbiór nie jest już działaniem zamierzonym, kiedy uwaga zmienia się w hipnozę, a przekonanie - w emocjonalne przyzwolenie. Aby pewnego dnia nie przydarzyło nam się to, że nie zdając sobie nawet sprawy ze znaczenia takiego stwierdzenia, powiemy naiwnie - jak pewna pani, której słowa Bellotto mądrze przytoczył jako motto na początku swojej książki - „Mówię prawdę, ta telewizja nie bardzo mi się podoba, bo często jest nudna, żeby nie powiedzieć gorzej, i zmusza mnie do tego, że całymi godzinami tkwię przed ekranem, chociaż miałabym tysiąc innych rzeczy do zrobienia".

 

 

Współczesna wieża Babel
13 maja 2010

recenzja na stronach viapoland.com

Powrót do korzeni Eco
28 kwietnia 2010

recenzja na stronach ksiazka-online.pl

recenzja na stronach valkiria.net
5 marca 2010

zapraszamy do przeczytania recenzji na stronach: valkiria.net

Brak zdjęć w galerii

© 2009 WAB. Wszelkie prawa zastrzeżone KontaktNewsletterBiuro prasoweO Wydawnictwie

zamknij okno Zaloguj się do księgarni lub zarejestruj nowe konto

Logowanie do księgarni

Rejestracja nowego konta